piątek, 10 stycznia 2014

3. Chciałabym poczuć ciepło jakie ofiarujesz innym.

        Pierwsze co poczułam po przebudzeniu to dym tytoniowy, który wdarł się w moje nozdrza. Gwałtownie odskoczyłam do tyłu przypominając sobie wizytę w klubie, i to był błąd. Od razu poczułam jak moja głowa chwieje się, a przy tym mózg rozsadza mi czaszkę. Jakbym dostała czymś ciężkim w głowę. Już miałam się położyć z powrotem i spróbować zasnąć, kiedy zrozumiałam, że to wcale nie jest hotelowe łóżko, a ja nie wiem gdzie jestem.
  Pokój który służył w tym momencie za moją sypialnię był przesiąknięty zapachem papierosów i alkoholu. W koło unosił się nieznośny zapach stęchlizny, ale wszystko wyglądało całkiem przyzwoicie.  Pomijając małżeńskie łoże z dobrego i solidnego drewna, na którym właśnie siedziałam w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilka staroci w postaci komody czy lustra, którym pokryta była cała ściana przede mną. Uśmiechnęłam się pod nosem dotykając dłonią włosów. Pierwszy raz nie wyglądałam jakbym wyszła prosto od makijażystki i o dziwko podobało mi się to. W ogóle to miejsce było niesamowite i mimo, ze wiele osób uznało by nie za jakąś idiotkę to mi się tu podobało. To wszystko co tu było, było całkowicie inne od tego co do tej pory poznałam i właśnie to sprawiało, że czułam się niesamowicie.
   Powoli zwlekłam się z łóżka i dopiero teraz dostrzegłam, że mam na sobie męską koszulkę, która zakrywała mi ledwo pupę oraz bose stopy.  Czułam się jak uprowadzona nastolatka, która zaraz zacznie krzyczeć i przerażona wybiegnie z mieszkania mordercy.
   Co tak właściwie wydarzyło się wczoraj?
    Jak to się stało, że trafiłam tutaj?
     Przeszłam kilka kroków po drewnianej podłodze  bardzo ostrożnie by ta nie zaskrzypiała i zerknęłam przez okno. Widok z niego nie powalał, ale przynajmniej przez tą noc zdążyło napadać trochę śniegu i zakryć błoto, które było pod nim. Na tarasie ktoś siedział i palił papierosa jakby nigdy nic, jakby w domu nie miał obcej dziewczyny.
   Momentalnie poczułam przerażenie. Przecież nie wiedziałam gdzie jestem, czemu jestem przebrana i kto był tym chłopakiem. Jedyne co mogłam stwierdzić, że był szatynem ponieważ siedział tyłem do mnie. Przeszukałam pokój w celu odnalezienia swoich rzeczy, ale zamiast nich natknęłam się tylko na kilka gazet, plakatów i starych zabawek.
   Co to za rudera?
   Zbiegłam po schodach na dół w poszukiwaniu jakichkolwiek butów. Nie miałam zamiaru uciekać na bosaka po dziesięciocentymetrowym śniegu. Zwłaszcza, że mogło się okazać iż będę biec długo. Kto wie na jakim odludziu jestem?
   -Szukasz czegoś?- rozbrzmiał spokojny i chłodny głos kiedy ja właśnie wciskałam na siebie jakieś o pięć czy sześć rozmiarów za duże buty. Uniosłam wzrok i wtedy go zobaczyłam. Czekoladowe oczy przeszywały mnie i oglądały dokładnie każdy zakamarek mojego ciała. Papieros, który niedawno znajdował się między jego wargami teraz został zgaszony w popielniczce na stole. Czułam jednocześnie zachwyt jak i strach widząc chłopaka z lekkim zarostem. Miał na sobie czarną koszulkę bez nadruku, zwężane u dołu spodnie i skórzaną kurtkę. Wyglądał jak gangster, ale na jego widok odetchnęłam.
  -Zayn Malik...-wyszeptałam upuszczając buta, którego trzymałam w dłoni na ziemię. Szatyn zacisnął usta w wąską kreskę mrużąc przy tym oczy. Jakby nad czymś intensywnie myślał.
  -Chyba oboje nie musimy się przedstawiać.- wychrypiał rzucając paczkę papierosów na kuchenny stół. Schował dłonie do kieszeni i zrobił kilka kroków w przód zmniejszając odległość między nami do kilku metrów. Już z tego dystansu wyczułam mocny zapach jego perfum i oddech przesiąknięty dymem nikotynowym. - Jak się spało?- spytał i zlustrował mnie od góry do dołu swoim wzrokiem pełnym pożądania. Czułam jak łakomie na mnie patrzy, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w twarz.
  -Kiepsko... Trochę głowa mnie boli. Która godzina?- spytałam rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu zegara na którejś z ścian.
   -Coś koło dziesiątej. W szafce w kuchni są leki. Powinno być coś przeciwbólowego.- powiedział i uśmiechnął się lekko widząc moje stopy. To rzeczywiście musiało być komiczne zwłaszcza, że stałam z jedną bosą stopą, a drugą odzianą w trampka, w którym wręcz pływałam.


   Minęły już trzy godziny od kiedy Zayn wyszedł, mówiąc, że zaraz wróci. Czułam się przytłoczona i lekko wystraszona samotnością. Bałam się, że za moment ktoś wpadnie do domu z nożem w dłoni i będzie mi groził. Nigdy nie byłam sama. Zawsze chodziłam gdzieś w towarzystwie przyjaciół czy ochroniarza, a teraz nagle miałam liczyć tylko na siebie. 
  Po kolejnych piętnastu minutach bez szatyna zaczęłam rozmyślać nad planem działania gdyby całkowicie przypadkiem jakiś psychol wpadł do mieszkania z pistoletem. Cóż, wszystko mogło się wydarzyć. Znudzona obmyślaniem zachowania w razie ataku i wyczekiwaniem na chłopaka podeszłam do kominka nad którym stało kilka zdjęć. Miałam nadzieję, że zobaczę jakieś rodzinne wspomnienia zamiast tego, w ramkach różnego rodzaju i koloru znajdowały się zdjęcia, które są tam od samego zakupu. Uniosłam jedną brew nie rozumiejąc na czym polega fenomen tego hobby. Po obejrzeniu całego salonu, przyjrzałam się jeszcze dokładniej kuchni i przedpokojowi, a następnie przeszłam na górne piętro. Uchyliłam kilka okien by przewietrzyć zadymione pomieszczenia. Czułam się jak w klatce nie wiedząc gdzie są moje rzeczy i gdzie ja sama się znajduję. W końcu znalazłam to czego szukałam. Od razu przeszukałam torebkę w celu znalezienia telefonu. Tak jak się spodziewała. Moja poczta głosowa była przepchana, a dodatkowo dostałam ponad trzydzieści sms-ów od Seleny i Tamary. Już miałam odpisać kiedy ktoś zapalił światło w pokoju. Przerażona poderwałam się co spowodowało, że potknęłam się o coś i upadłam boleśnie na ziemię.
  -Cholera...-bąknęłam sama do siebie powoli podnosząc wzrok na szatyna. Zayn ani na moment nie uśmiechnął się. Jedynie posłał mi złe spojrzenie po czym ruszył korytarzem  w kierunku schodów. - Czekaj!- krzyknęłam zbierając swoje rzeczy. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Dogoniłam chłopaka przy wyjściu z domu.- Odwieziesz mnie?- spytałam. Chłopak zatrzymał się raptownie i przekręcił lekko głowę w moją stronę, tak że widziałam jego profil.
 -Pewnie... I tak za długo tu byłaś.- wychrypiał wychodząc z domu.
 
 
   Jadąc samochodem chłopaka czułam się jakby ktoś mnie uprowadzał. Szatyn ani słowem się do mnie nie odezwał, a kiedy zadawałam jakieś pytanie udawał, że nie słyszy. Wcześniej wydawał się być bardziej towarzyski. No ludzie! To Zayn Malik. Jeden z najbardziej pożądanych facetów na świecie, a ze mną nawet nie raczył zamienić słowa.
  -Miło..-wyszeptałam opierając głowę o szybę. Czułam się jak w jakiejś bajce. Upita nastolatka trafia do sławnego celebryty i spędza u niego w domu noc. Potem on ją odwozi pod sam dom i namiętnie się całują. Tak, w dzieciństwie za dużo oglądałam bajek o książętach zboczeńcach- Czyj to był dom?- spytałam nie licząc nawet na odpowiedź ze strony chłopaka. Zayn przeczesał jednak dłonią włosy po czym zatrzymał auto przed moim hotelem.
  -Moje. Zresztą... nieważne. Nie bój się. Nikt nas razem nie widział, więc możemy być spokojni o dalsze życie sław. A teraz ruszaj zgrabny tyłem z mojego auta. Nie będę tu stał i czekał na paparazzi.- poczułam jak moje policzki się czerwienią. W pewnym sensie skomplementował mnie i może nawet nie świadomie, ale mi i tak sprawiało to ogromną przyjemność.
   -Do zobaczenia.- posłałam szatynowi ciepły uśmiech opuszczając jego samochód.Kiedy tylko znalazłam się na zewnątrz i poczułam na swojej skórze zimne krople deszczu ogarnęło mnie niesamowite przeczucie, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. Zapewne stała bym tak jeszcze dość długo gdyby nie chłopak, który wpadł na mnie. Zachwiałam się kiedy zobaczyłam jego zielone oczy i loki na głowie.
   -Oj. Przepraszam...-odezwał się ciepłym i spokojnym głosem, który sprawiał, że czułam się jakbym unosiła się ponad ziemią. Poznać dwóch członków One Direction jednego dnia- to się nazywa szczęście.- Nie zauważyłem cię...- ostatnie słowa wyszeptał wręcz rozglądając się nerwowo wkoło jakby czegoś szukał. Po chwili z hotelu wybiegła Selena. Rzuciła w bruneta czymś mieszając go przy tym z błotem.







         No i po wszystkim. Teraz trzeba wrócić do szkoły, nauki i znów zaczęć się przykładać. Pierwsze półrocze w liceum nie poszło mi jakoś genialnie, choć najgorzej też nie było. Nie wiem jak z kolejnymi rozdziałami. Postaram się dodawać regularnie zwłaszcza, że 20 stycznia zaczynają się już moje ferie zimowe.:) Osobiście wolałabym mieć je ostatnia, ale w tym roku wypadam mi jako pierwszej. Jeśli chodzi o komentarze... Nie poddawajcie się! Komentujcie bo to na prawdę wiele dla mnie znaczy, a dla was to tylko chwila :) Miłego weekendu xXx

piątek, 3 stycznia 2014

2. Łatwo jest zapomnieć. Trudniej wybaczyć.

   Okręciłam się wokół własnej osi ostrożnie przyglądając się rozkloszowanej sukience. Dokładnie w moim stylu, ale mimo wszystko czułam się dziwnie patrząc na sztuczny uśmiech przyjaciółki, kiedy to mierzyła mnie od stóp do głów.
  -Wyglądasz ślicznie. Każdy facet będzie twój.- powiedziała poprawiając swoje włosy w lustrze i nakładając na usta błyszczyk. Wyglądała jakby sms w samolocie kompletnie jej nie ruszył, a ,,Harry''-kimkolwiek był, był tylko kolejną jednorazową przygodą. Nie chciałam jej ranić niepotrzebnymi pytaniami toteż omijałam temat chłopców szerokim łukiem.
  -Nie zależy mi.- fuknęłam tylko przypominając sobie ostatnie spotkanie z Nathanem. Cudowna para, szkoda, że tylko w świetle reflektorów. Tępy świr i tyle. Dokładnie przyjrzałam swojemu odbiciu w lustrze po czym usiadłam na miękkim i wygodnym łóżku. Miałam ochotę zanurzyć się w nim i zasnąć w długi, zimowy sen. Najchętniej nie wychodziła bym do ludzi, ale to było moją pracą. Pokazywać się publicznie i robić sensacje. Ot co. Nie byłam stworzona do żadnych wyższych celów. Czasem marzyłam by zostać lekarzem i ratować czyjeś życie, albo kucharzem i za marną pensję karmić dzieci w przytułkach dla bezdomnych. Kto by pomyślał, że taka Ariana ma jeszcze ludzie serce i nie jest z kamienia. Jednak zawsze po takich myślach przychodziła kolejna, która przypominała mi okres dzieciństwa, kiedy to rodzice ledwo łączyli koniec z końcem. Teraz żyło nam się lepiej, bez porównania.
  -Jasne... Każdy tak mówi, a tak na prawdę myślimy tylko którego by tu zaciągnąć do łóżka.- odparła Selena opierając się o drzwi, które prowadziły na hol. Ależ ona była pusta... I niby ja jestem tą głupiutką?
  -Może ty i tak myślisz, ale ja na pewno nie. Chcę w końcu zakochać się jak normalna dziewczyna, a nie na oczach całego świata i pod okiem Tamary.- po moich słowach, które za pewno tylko połowicznie dotarły do brunetki opuściłyśmy hotel gdzie miałyśmy spędzać pierwszy dzień. Jutro miałyśmy przenieść się do willi, którą moja menadżerka specjalnie na tę okazję wynajęła.  
Ostatnie chwile wolności...


     Upiłam kolejny łyk alkoholowego trunku, który Sel wciskała mi od kiedy tylko przyjechałyśmy do klubu. Na początku miał być jeden, dla rozluźnienia, a wyszło jak wyszło. Siedziałam teraz ani na krok nie ruszając się od baru. Brunetka tańczyła erotyczny taniec z jakimś popaprańcem, który bezczelnie oglądał każdy zakamarek jej ciała.
Czyżby kolejna ofiara?
Zanim się zorientowałam wypowiedziałam te słowa na głos. Odetchnęłam z ulgą sądząc, że nikt mnie nie usłyszał, ale myliłam się. W ciemnym świetle klubowym nie byłam w stanie rozpoznać twarzy chłopaka, który siedział zaledwie dwa miejsca dalej ode mnie.
  -Wygląda jakby się dobrze bawiła i tyle.- odparł całkowicie trzeźwy chłopak.
  -Czasem bawi się aż za dobrze. Jeden drink, drugi drink i może zaciągnąć kolejnego naiwniaka do łóżka. Aż dziwne, że oni się na to nabierają, ale w końcu to Selena Gomez. Jak można jej odmówić.- pierwszy raz od dłuższego czasu wypowiedziałam się na temat przyjaciółki w stu procentach szczerze. Tak na prawdę Selena zawsze uważana była za tę lepszą, a ja żyłam w jej cieniu, ale nigdy nie mówiłam o tym otwarcie. No przynajmniej jak byłam trzeźwa. Teraz było jednak inaczej. Język mi się plątał, gardło paliło niemiłosiernie, a w uszach dudniły odgłosy głośnej i klubowej muzyki. Wszystko co zjadłam dzisiaj na śniadanie zapragnęło ujrzeć światło dzienne, a ja powstrzymywałam to tylko kolejnymi łykami gorzkiego alkoholu.
  Pieprzone paparazzi... Nigdy ich nie ma gdy są potrzebni.
 Moja zazdrość i szczerość zaczęła mnie przerażać toteż zanim chłopak zadał kolejne pytanie wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Chyba nawet tego nie zauważył, bo nie słyszałam za sobą żadnych kroków. Szłam ostrożnie, by nie potknąć się o nic po drodze i nie zaliczyć żenującego upadku. Choć ulice były wyludnione, to w każdej chwili mógł się zjawić ktoś kto mnie rozpozna. Szłam może kilka minut kiedy nagle zaczęło padać. Cicho klnąc pod nosem starłam z policzków spływający tusz do rzęs. Zapewne na marne, ale bez lusterka nie mogłam nic więcej zrobić.
  Moje nogi nagle zaczęły mięknąć, a ja poczułam jak nie mogę utrzymać równowagi. Nim się obejrzałam wylądowałam w kałuży przy drodze. Nie ma to jak dobra kąpiel. Kiedy koło mnie przejechało czarne auto, marki której zapewne i tak bym nie rozpoznała i dodatkowo ochlapało mnie całym tym błotem koło drogi wściekłość narosła we mnie jeszcze bardziej. Miałam ochotę skoczyć kierowcy do gardła, ale jednocześnie nie miałam na to siły. Usiadłam zrezygnowana na krawężniku kiedy auto zatrzymało się kilka metrów dalej, a z niego wysiał jakiś facet. W momencie kiedy podszedł i kucnął przede mną ujrzałam jego oczy, Niezwykle ciemne i czekoladowe, ale z moimi promilami w krwi mogły być one zarówno błękitne luz zielone.
  -Kogo my tu mamy. Czyż to nie Ariana Grande?- moich uszu doszedł zachrypnięty i jakże męski głos szatyna. W sumie mogłam dać sobie spokój z myśleniem nad jego wyglądem, bo w moim stanie mogło okazać się to zgubne.
  -To ty mn...mnie ochlapałeś!- warknęłam jak rozzłoszczone dziecko opierając się o jego mokrą koszulkę.
  -Nieźle się nawaliłaś mała.- odparł rozbawiony moim stanem.- Ile wypiłaś? Jedno piwo czy może szklankę mleka? Jeszcze masz je pod nosem.- ironia w jego głosie była wręcz namacalna. I właśnie w momencie kiedy chciał zabrać mnie do auta i odwieźć w bezpieczne miejsce moje śniadanie wylądowało na jego koszuli.
  -Ups...Przepraszam...- powiedziałam to całkowicie poważnie, ale zapewne w jego odczuciu zachowałam się jak szmata, która nie jest wdzięczna za jego pomoc, bo poczerwieniał na twarzy. Zaczerpnął kilka głębszych wdechów, przeszedł się kilka razy wzdłuż drogi po czym wziął mnie za rękę i ostrożnie zaprowadził na tylne siedzenie auta. Widziałam jeszcze tylko jak zdejmuje z siebie wybrudzoną koszulkę po czym cały przemoczony zasiada za kierownicą. Pytał o coś, ale nie umiałam się na tym skupić. Po głowie wciąż krążyły mi obraz, które widziałam pierwszy raz w życiu.
  -C..co?- bąknęłam oglądając jak małe dziecko czubki swoich butów.
  -Nieważne... Coś wymyślę.- odparł i ruszył przed siebie. Czułam jak auto nabiera prędkości, ale nawet ostre zakręty przebywał całkiem spokojnie. Jakby jeździł tak od zawsze.
  -Mam ochotę na...- zastanowiłam się chwilę czując szum promili w głowie.- Na co mam ochotę?- spytałam zdruzgotana swoją niewiedzą. -Wiem!- wykrzyknęłam przechylając się do przodu i wychylając głowę tak by znajdowała się koło siedzenia chłopaka. -Po...pocałuj mnie.-wydukałam wydając z siebie przy tym śmiech.
  -Boże... Nawaliłaś się w trzy dupy. Siadaj mała, bo będę musiał się do ciebie pofatygować- odpowiedział szatyn i tym razem jego mina była całkowicie poważna. Ani krzty ironii czy sarkazmu w jego głosie. Jakby wszystkie emocje ulotniły się. Po plechach przeszedł mnie dreszcz rozgoryczenia. O dziwo, ale miałam ochotę po raz kolejny ochotę obdarzyć go zawartością mojego żołądka.
  -To chodź.- wyszeptałam. Nic więcej nie usłyszałam, bo zamiast tego osunęłam się na tylne siedzenie uderzając przy tym głową o coś twardego.
  Zasnęłam... Choć może straciłam przytomność? Sama nie wiem, ale mój stan był zatrważający.










 No długością to on jeszcze nie powala, ale postaram się by kolejny był choć trochę dłuższy :) Musicie mi tym razem wybaczyć. Było by miło gdybyście zostawili pod tym rozdziale jakiś znak po sobie. Choćby uśmiechniętą buźkę. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. A co do kolejnego rozdziału to postaram się go napisać tak by był na przyszły tydzień, choć wiem, że będzie to trudne. W pasku bocznym pojawiły się ,,Informacje'' to tam będą ukazywać się nowe wiadomości co do kolejnych rozdziałów i ich publikacji. Dodałam też zakładkę ,,Autorka'' czyli trochę o mnie i muzykę. Nie włącza się ona automatczynie ponieważ nie chcę wam nic narzucać. Buziaki :*:*


piątek, 27 grudnia 2013

1.Kilka słów może zmienić całe nasze życie, ale czasem starczy jedno by wprawić nas w stan błogości.

 - Na co czekasz?! Szybciej!- krzyczała na mnie brunetka głośno przy tym się śmiejąc. Kurde, może to i dziwne, ale moja kondycja nie jest za dobra. Nie oszukujmy się. Ja jej w ogóle nie mam. Jedynie na co mnie stać to przewieszka między sklepami, a to i tak dopiero późnym popołudniem, a nie o piątej rano.
  -Sel!- warknęłam doganiając ją ostatkami sił i wskakując na plecy przyjaciółki. Dziewczyna pisnęła niewiarygodnie głośno po czym obie wylądowałyśmy w białym puchu.
  -Co ty wyrabiasz? Miałyśmy biegać...- roześmiała się brunetka opadając obok mnie. Tak wczesna pora do była jedyna szansa by nie być w centrum zainteresowania fotoreporterów. Ja dopiero poznawałam uroki bycia popularną za to panna Gomez miała tego już serdecznie dość. Spędzałyśmy w swoim towarzystwie każdą wolną chwilę. Dni bez niej były po prostu nudne i nie wiem co bym robiła o piątej nad ranem w takie dni.
  Zaśmiałam się cicho siadając po turecku. Ogród moich dziadków był po prostu przepiękny.
 
  -Gotowa na podbój Londynu?- spytała Selena robiąc to samo co ja. Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy co nie uszło uwadze brunetki.- Nie rycz głupia! To tylko miesiąc.Minie jak z bata strzelił.- westchnęłam wtulając się w puchową kurtkę przyjaciółki.
  -Pojedź ze mną.- wyszeptałam gwałtownie się podnosząc i patrząc dziewczynie prosto w oczy. 
  -Żartujesz?- odparła z ironią ujmując moją twarz w swoje dłonie. Po kolejnej chwili ciszy dziewczyna głośno się zaśmiała.- Ty nie żartujesz... Daj spokój. To twój czas nie mój.- broniła się zawzięcie nie chcąc mi towarzyszyć.
  -Czemu? I tak nie masz w tym czasie żadnych koncertów ani nic. Będziesz się nudzić, a tak przynajmniej będzie weselej. Tamara na pewno nie będzie mieć nic przeciwko.- na ostatnie słowa Selena cicho prychnęła otrzepując kolana i tyłek.
  -Oczywiście... Ona zawsze jest dla nas tak miła i uprzejma. Jakże inaczej. Na pewno się zgodzi.- odparła ironicznie podpierając się pod boki jak to miała w zwyczaju moja menadżerka. Wykręciłam oczami biorąc przyjaciółkę pod rękę i wędrując wolnym krokiem w stronę domu.
  -A co tam u twojego tajemniczego chłopaka?- spytałam zabawnie poruszając brwiami w górę i w dół. Selena od kilku miesięcy spotykała się z KIMŚ. Tak, z kimś, bo nikt, nawet ja-jej najlepsza przyjaciółka, nie wiedział kto to taki.
  -Zmień temat.- powiedziała nie patrząc w moją stronę. Zakryłam usta dłonią cicho chichocząc po czym udając, że nie słyszałam jej odpowiedzi drążyłam temat.
  -Spaliście już ze sobą?- po moim kolejnym pytaniu, nastąpiło kolejne ,,Zmień temat'' i jeszcze jedno, i jeszcze jedno... - Czemu nie chcesz mi go przedstawić?- spytałam. Nie miałam już więcej pytań w rękawie, więc musiałam się liczyć z przegraną, która miała za moment nadejść.
  -Dobra już! Pojadę z tobą do tego cholernego Londynu, ale nie pytaj o niego!- podskoczyłam uradowana po czym biegiem ruszyłam w stronę auta.- A ty dokąd?- spytała zaskoczona przyjaciółka nie wiedząc co się dzieje.
  -Jedziemy do Tamary! Za dwa dni lecimy kochanie!
***

     Utkwiłam wzrok w małym okienku, a dokładniej w tym co było za nim. Błękitne niebo umożliwiało podziwianie ziemi z góry. Jak na razie widziałam tylko ocean, który rozlewał się na wszystkie strony. Oblizałam wargi słysząc jak jakieś małe dziecko siedzące za mną wesoło szepcze moje serialowe imię. Obróciłam się w jego stronę i z wielkim uśmiechem na ustach puściłam do dziewczynki oczko. Miała ona piękne blond włosy, które opadały jej na ramiona i może z metr trzydzieści wzrostu. Pierwsze co przyszło mi do głowy to myśl, że chciałabym mieć kiedyś taką śliczną córeczkę. 
  -To ty jesteś Cat?- uniosłam jedną brew wyżej i już miałam odpowiedzieć, kiedy ktoś gwałtownie szarpnął mnie za rękaw. Gwałtownie usiadłam na swoim miejscu.
  -Czy to nie dziwne, że nie lecimy pierwszą klasą czy prywatnym samolotem?- spytała podejrzliwie przyjaciółka, która była odpowiedzialna za zakończenie mojej rozmowy z małą dziewczynką.
  -Sama o to poprosiłam Tamarę.Tak jest o wiele ciekawiej...- zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
  -I niebezpieczniej swoją drogą. Siedź i do nikogo się nie odzywaj. Jeszcze ktoś doniesie paparazzi, a tego nie chcemy.- wywróciłam oczyma po czym wyjęłam serwetkę i wypisałam na niej autograf dla jednej z pasażerek po czym dyskretnie go jej wręczyłam.
  Kiedy już moje oczy powoli się zamykały dostrzegłam telefon w drżących dłoniach przyjaciółki. Przez ramię udało mi się dostrzec treść smsa jaki otrzymała.
  ,,Odpocznijmy od siebie. Harry''
   Przymknęłam powieki po czym przekręciłam się na drugą stronę. Wiem jaka jest Selena. Nie chciałaby żebym to widziała, a tym bardziej się nad nią użalała. 
  Harry... Przynajmniej na koniec poznałam jego imię.





Może zacznę od tego, że ten blog to kompletny spontan. Chciałam coś napisać, usiadłam i napisałam. Potem pomyślałam, że fajne by było znów wrócić na stare śmieci i pisać ,,solo''. Czuję, że wyszłam z wprawy, ale może uda mi się wrócić i być znów systematyczną. W każdym razie postaram się. Zacznę znowu czytać wszystkie blogi i komentować je na bieżąco, bo trochę to zaniedbałam, a przecież komentarze cieszą każdego. Opowiadanie może wydać się wam jak każde inne, banalne i proste. I może tak będzie, ale mnie cieszy sam fakt, że znów mam ochotę i siłę by pisać. Nawet coś płytkiego.